Bieszczady domki letniskowe – sprawdź 134 ofert noclegów. Bezpłatna rezerwacja, bez ukrytych opłat, bezpośrednio od właścicieli z gwarancją najniższej ceny. Rezerwuj noclegi w miejscowości Bieszczady domki letniskowe od 220 zł Na początek warzywa. Poniżej zamieszczamy listę z naszymi propozycjami, co możesz wysiać we wrześniu. Wrzesień na działce – co można siać w tym miesiącu: przez cały miesiąc możemy siać czosnek, pietruszkę naciową, rzeżuchę, w połowie miesiąca siejemy do gruntu nasiona szpinaku, roszponki, rukoli, z początkiem miesiąca Informacje lub ceny opublikowane na stronach Travelplanet.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego. Przeczytaj zanim pojedziesz do Hiszpanii, co jeść, co zabrać, co wiedzieć. Informacje zebrane od wszystkich polskich biur podróży. Zawsze aktualne i kompletne na Travelplanet.pl. Kolejnym świetnym pomysłem na jesień w Bieszczadach będzie spędzenie krótkiego nawet urlopu nad Jeziorem Solińskim. Po sezonie wszak otaczające je miejscowości z Soliną na czele pustoszeją i zdecydowanie zyskują na atrakcyjności. Latem w okolicach tych nie powinny nas dziwić tłumy rozkrzyczanych turystów, duże gromady dzieci itp. Był szczytem ekskluzywności i luksusu, dla statystycznego Kowalskiego niemal obiektem westchnień. Hotel Rzeszów, bo o nim mowa, zaczęto budować w 1966 roku. Oto kilka wybranych miejsc gdzie można w ten sposób pobawić się w wędkowanie: Bereska Zenon Kucharyk (13) 469 21 91. Bezmiechowa Wacław Bielak 603 854 136. Hoszów Antoni Wojnarowicz (13) 461 40 41. Jałowe Danuta Wawryszczuk (13) 461 44 52. . Bieszczady to część Karpat i najbardziej wysunięte na wschód pasmo górskie w Polsce. Niegdyś ostoja dzikości i gwarancja niemal pustych szlaków nawet latem. Obecnie Bieszczady są niewątpliwie jednym z popularniejszych kierunków podróży Polaków. W ogóle nas to nie dziwi ponieważ są one naprawdę piękne, a ich krajobraz niesamowicie się zmienia w zależności od pory roku. Bartek w Bieszczadach był już kilkanascie razy, głównie na jesieni, kiedy są one najpiękniejsze. Monia jako dziecko spędzała tam wakacje z rodzicami. Razem odwiedziliśmy ten cudowny zakątek Polski dwukrotnie. W sezonie bardzo ciężko tu znaleźć lokum, jeżeli nie ma się zarezerwowanego noclegu z dużym wyprzedzeniem. Bieszczady popularność zyskały dzięki różnym imprezom, jak np. organizowany co roku w Boże Ciało Bieg Rzeźnika. Ostatnio stały się jeszcze bardziej znane dzięki hitowemu serialowi HBO “Wataha”. W tym wpisie znajdziecie kilka propozycji tras, o różnych stopniach trudności. Tak, aby każdy mógł dobrać coś dla siebie. Artykuł skierowany jest bardziej do osób, które nie znają zbyt dobrze tej części Polski. Opisujemy popularniejsze szlaki, pokazujące piękno tych gór. Gwarantujemy Wam, że po ich przejściu zakochacie się w Bieszczadach. Wytrawne bieszczadzkie zakapiory znajdą tu opisy bardzo dobrze znanych sobie miejsc. Bieszczady - kilka informacji ogólnych Wszystkie trasy opisane przez nas znajdują się w rejonie pomiędzy Cisną, Wetliną i Ustrzykami Górnymi, są to główne i najbardziej znane miejscowości w Bieszczadach. To tylko część tego pasma, ale jest ona najbardziej widowiskowa. Nie martwicie się tym, że niektóre trasy zaczynają się w innym miejscu niż kończą. W sezonie wzdłuż głównej drogi, regularnie kursuje autobus. Należy tylko dokładnie sprawdzić rozkład ponieważ jazdy kończą się dość wcześnie, a nie chcecie zostać wieczorem bez pewnego transportu. Poza sezonem jak i w turystycznym szczycie można posiłkować się lokalnymi, prywatnymi busami. Jest to pewny transport w dość niskiej cenie. Można też próbować wrócić na stopa, stosunkowo łatwo złapać tu podwózkę. Wstęp do Bieszczadzkiego Parku Narodowego jest płatny – cennik znajdziecie tutaj. To także siedlisko dzikich zwierząt. W Bieszczadach mieszkają między innymi wilki, niedźwiedzie czy rysie. Nie martwcie się, raczej unikają ludzi. Nam nigdy nie udało się spotkać żadnego osobnika. Na bieszczadzkich trasach nie znajdziecie trudności technicznych, nie ma tu łańcuchów, klamer czy dużych ekspozycji. Jednak na dłuższe całodzienne wyprawy przyda się dobra kondycja. Pamiętajcie, aby zawsze dobierać trasy do swoich możliwości, sprawdzić prognozę pogody, a także wziąć ze sobą odpowiednie ubrania i prowiant. Poniżej znajdziecie tylko nasze propozycje, oparte wyłącznie na własnych doświadczeniach. Nie sugerujcie się nimi w ciemno – zawsze miejcie ze sobą mapę i wiedzcie, skąd i dokąd idziecie. Czasy przejścia na mapach są to zaczynamy! Trasa 1: Połonina Caryńska i Połonina Wetlińska Zaczynamy od najbardziej znanych szlaków. Połoniny Wetlińska i Caryńska to wizytówki Bieszczad, obowiązkowe na liście “to do” podczas wizyty w tych górach. Na Połoninie Wetlińskiej znajduje się kultowe schronisko Chatka Puchatka. W latach 2020-2022 będzie przebudowywane, więc jeśli nie byliście tam wcześniej, to nie zaznacie już poprzedniego surowego klimatu z obskurnymi wychodkami obok obiektu. Nasza propozycja to trasa startująca z Wetliny na Przełęcz Orłowicza dalej Połoniną Wetlińską, przez Brzegi Górne na Połoninę Caryńską i zejście aż do Ustrzyk Górnych. Dla prawdziwych weteranów – wycieczkę można połączyć z wejściem np. na Smerek, zaczynając od niego. Poniżej mapka, która prezentuje podstawową wersję trasy. Po wyjściu ponad linię lasu możecie liczyć na fantastyczne widoki na Bieszczady (oczywiście przy dobrej pogodzie) i nie tylko ponieważ przy bardzo dobrej przejrzystości powietrza z Bieszczad można podziwiać Tatry. Trasa na górze jest dość płaska, przeplatana niewielkimi wzniesieniami i spadkami. Przypomina bardziej przyjemny spacerek niż wędrówkę po wysokich górach. Trasa 2: Tarnica - najwyższy szczyt Bieszczad. Najwyższy szczyt Bieszczad, należący do Korony Gór Polski, więcej o Tarnicy przeczytacie w naszym wpisie. Nasza propozycja trasy to Pętla z Wołosatego przez Halicz i Rozsypaniec. Początkowo prowadzi ona utwardzoną drogą o w miarę jednostajnym nachyleniu. Następnie, wychodząc z lasu zaczynają rozpościerać się piękne widoki między innymi na Bieszczady ukraińskie. Trasa typowo dla tego pasma wiedzie raz pod górę, a raz w dół przed głównym celem przechodzi się przez kilka pomniejszych szczytów. Żółty szlak prowadzi na sam wierzchołek Tarnicy. Na szczycie jest charakterystyczny krzyż. Wersja trudniejsza to pętla z Ustrzyk Górnych. Można ją skrócić o odcinek Ustrzyki – Wołosate, jeśli macie do dyspozycji jakiś transport. Jest to nieciekawa droga asfaltowa z dużym ruchem samochodowym w sezonie. Trasa 3: Wielka i Mała Rawka z Wetliny Bardzo fajny pomysł na całodniowe wyjście w Bieszczady. Rawki leżą po przeciwnej stronie wielkiej pętli bieszczadzkiej niż Połoniny. Dzięki czemu, to właśnie “Wetlinkę” i “Carynkę” możemy z nich podziwiać. Rawki nie są zalesione, są też mniej uczęszczane niż dwie poprzednie trasy, znajdziecie tu trochę więcej spokoju nawet w szczycie sezonu. Nasza propozycja trasy to około 30-sto kilometrowy maraton po bieszczadzkich szlakach. Wyjście z Wetliny zielonym szlakiem na Jawornik, zaczynającym się niedaleko kościoła. Następnie przez Rabią Skałę, granicznym szlakiem na Krzemieniec, gdzie znajduje się trójstyk granic. Łączą się tu trzy kraje – Polska, Słowacja i Ukraina. Dalej już wzdłuż granicy ukraińskiej na Wielka Rawkę i Małą Rawkę. Zejście z powrotem do Wetliny, tym samym, zielonym szlakiem, którym zaczynaliśmy. Jeżeli nie lubicie stromych podejść a wolicie ostre zejścia wystarczy, że odwrócicie kolejność i pójdziecie w przeciwnym kierunku. Szlak na Jawornik jest dość stromy, natomiast ten w stronę Rawek łagodny i jednostajny. Wersja turbo hard obejmuje zejście do jednego z fajniejszych schronisk, o którym przeczytacie tutaj, a następnie powrót na górę. Trasę można też skrócić i ze wspomnianego wcześniej Schroniska Pod Małą Rawką można zejść na przełęcz Wyżniańską do głównej drogi. Jest tam duży parking, pobór opłat za wstęp do Bieszczadzkiego Parku Narodowego oraz przystanek autobusowy. Trasa 4: Połonina Caryńska i Bukowe Berdo z Ustrzyk Górnych. Ta propozycja jest sama w sobie, tylko wersją HARD przez duże H – ponad 30-sto kilometrowy rajd przez Bieszczady. Wyjście z Ustrzyk Głównym Szlakiem Beskidzkim na Połoninę Caryńską, dalej przez Schronisko Studenckie Koliba zejście na Widełki. Następnie druga, dłuższa część trasy niebieskim szlakiem przez Bukowe Berdo do przełęczy pod Tarnicą i zejście z powrotem do Ustrzyk. No dobra, można sobie utrudnić wchodząc na Tarnicę 😉 Wycieczkę można też skrócić wracając z Widełek lub podzielić na dwa dni nocując w Mucznem, gdzie jest bardzo fajna knajpka. Trasa 5: Przez Okrąglik z Cisnej do Smereka Wycieczkę tą polecamy jak już się trochę po Bieszczadach nachodzicie. Jest dość wymagająca szczególnie podejście z Cisnej, następnie jest już całkiem przyjemnie. Przez Duże i Małe Jasło dochodzimy do Okrąglika i kierujemy się na Smerek (miejscowość nie szczyt). Moim zdaniem nie zna Bieszczadów ten, kto nie był na Okrągliku. Dla mnie góra kultowa, kojarząca się z długimi wyprawami, zmęczeniem, mega kacem po imprezie w Siekierezadzie i kolegą robiącym zdjęcia ciemności (serdeczne pozdrowienia dla Jaca). Tutaj mamy nieco mniej ciekawych widoków w porównaniu do naszych poprzednich propozycji, jednak nie jest ich pozbawiona. Trasa 6: Połonina Caryńska i Rawki z ustrzyk Górnych. Kombinacja poprzednich tras nr 1 i 3. Bardzo fajny pomysł jeśli ma się bazę w Ustrzykach. Wychodzimy czerwonym szlakiem na Połoninę Caryńską. Z GSB (Główny Szlak Beskidzki) odbijamy na zielony w stronę Przełęczy Wyżniańskiej. Po drodze na Rawki odwiedzamy urokliwe schronisko i schodzimy niebieskim szlakiem z powrotem do Ustrzyk. Powyżej opisane trasy to oczywiście nie całe Bieszczady, to tylko część ze szlaków w tych pięknych górach. Polecamy te trasy szczególnie na początek swojej przygody z tymi górami. Dalej będziecie już mogli sami sobie świetnie zaplanować wędrówki. Przy wpisie o Bieszczadach nie możemy nie wspomnieć o kultowych knajpach – polecamy odwiedzić Siekierezadę w Cisnej i Bazę Ludzi z Mgły w Wetlinie. Są to bardzo klimatyczne miejsca, w których można poczuć atmosferę tych pięknych gór. Zagroda żubrów – MuczneCerkiew w SmolnikuChmarnik – czyli jak ustrzec się burzyWampiry w BieszczadachWypalanie węgla w BieszczadachRetortyMielerzeWęglarzePołoniny w BieszczadachPamiętajcie o tym, chodząc po górachPrzełęcz WyżnaSztuka na zboczu górPołonina WetlińskaChatka PuchatkaPołonina CaryńskaJezioro Solińskie Połoniny w Bieszczadach to miejsca, o których słyszał chyba każdy. Są piękne o każdej porze roku, a pośród nich toczy się cudowne życie. Wyruszcie z nami na szlak, a spotkacie żubry, wilki, stare cerkwie, cmentarze i ciekawych ludzi. A na dodatek powiemy Wam też trochę o wypalaniu drewna. Zagroda żubrów – Muczne Naszą dzisiejszą podróż po Bieszczadach zaczniemy od miejsca, w którym możecie spojrzeć na największego europejskiego ssaka. Żubry, bo o nich tu wspominamy, do pierwszej połowy XX wieku zostały prawie całkowicie wybite na terenie Europy. To dlatego w 1923 roku powstało Międzynarodowe Towarzystwo Ochrony Żubrów, dzięki czemu zwierzęta te wróciły do naszego kraju. Początkowo do ogrodów zoologicznych i zagród, gdzie odbywał się ich kontrolowany rozród. Po II wojnie światowej na naszych terenach żyło niewiele ponad 100 osobników tego zwierzęcia. Na koniec zeszłego roku w Polsce było odnotowanych 1830 żubrów (większość, bo 1613 żyje na wolności), a najwięcej w Bieszczadach – ponad 550. W zagrodzie Muczne prowadzona jest reprodukcja, a gdy zwierzęta osiągną dojrzałość wypuszcza się je na tereny otwarte, słabo zaludnione przez człowieka. To właśnie dlatego dba się o to, żeby żubry miały tam zapewnione warunki podobne do tych całkowicie naturalnych. Wyobraźcie sobie, że dorosłe samce dochodzą do wagi ponad 900 kg – to tyle co Ford KA czy VW Lupo. Czy trzeba się bać żubra, gdy spotkamy go na szlaku? Po pierwsze, jest to mało prawdopodobne, bo zwierzęta te raczej unikają ludzi. Jeśli jednak tak by się zdarzyło, to trzeba pamiętać, aby nie wykonywać gwałtownych ruchów, nie krzyczeć i nie podchodzić do nich. Szczególnie, gdyby nastąpiło to w okresie sierpnia i września, kiedy mają okres godowy. Pamiętajcie też, że zwierzęta te od wieków objęte są ścisłą ochroną gatunkową. Za zabicie żubra groziła kiedyś kara śmierci, dzisiaj jest to do 5 lat więzienia. Rodzina żubrów pośród bieszczadzkich lasów Nie ma się co dziwić, że od stuleci były zwierzętami królewskimi Małych trzeba pilnować Jeszcze trochę i wylądują na wolności Największy europejski ssak Maluch w poszukiwaniu jedzenia Majestatyczne i objęte ścisłą ochroną Cerkiew w Smolniku Połoniny w Bieszczadach są jednym z głównych celów dla przyjeżdżających tam turystów. Warto jednak zwrócić również uwagę na tamtejsze drewniane kościoły i cerkwie. My wybraliśmy się do Smolnika. Znajduje się tam jedna z nielicznych zachowanych w Polsce cerkwi bojkowskich. Obecna Cerkiew św. Michała Archanioła pochodzi z 1791 roku. Przez wieki swojego istnienia przechodziła przez różne wyznania. Początkowo była świątynią prawosławną, następnie grekokatolicką, a od 1974 roku rzymskokatolicką. Szczególnie ta ostatnia zmiana spowodowała, że zatarł się częściowo jej historyczny charakter. Cerkiew w Smolniku jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Gdy już mieliśmy jechać dalej, nasza niesamowita przewodniczka wskazała coś na odległej polanie. Kiedy patrzyliśmy z daleka, zwierzę wydawało się tylko niewielką plamką, jednak w teleobiektywie wyrosło do samotnego wilka. I tak właśnie zobaczyliśmy żyjącego na wolności przedstawiciela tego gatunku. Cerkiew w Smolniku Cerkiew w Smolniku od tył Wnętrze cerkwi w Smolniku Żyrandole z poroża robią wrażenie Cmentarz w Smolniku – Czy leży tam wampir? Samotny wilk w Bieszczadach Cerkiew w Smolniku Chmarnik – czyli jak ustrzec się burzy A skoro już jesteśmy przy Smolniku, to opowiemy Wam o chmarnikach. Wierzono w to, że ludzie ci posiadali moc odpędzania lub przywoływania wielkich nawałnic. W niektórych wsiach wprost zatrudniano płanetników (inna nazwa chmarników), aby ci dbali o to, by silne burze nie niszczyły upraw. Jednym z najsławniejszych przedstawicieli tego „zawodu” był Fedor żyjący pod koniec XVIII wieku w przysiółku Smolnika. Potrafił ponoć ochronić konkretne pola (oczywiście tych ludzi, którzy mu zapłacili). Wampiry w Bieszczadach Obok cerkwi zobaczyliśmy niewielki cmentarz, który stał się dla nas przyczynkiem do rozmowy o wierzeniach, jakie panowały w Bieszczadach. Musicie wiedzieć, że zarówno Łemkowie, jak i Bojkowie wierzyli, że każdy człowiek może po śmierci zejść na złą drogę i stać się upirzem (wampirem). Dlatego w wielu wypadkach zabezpieczano się przed taką ewentualnością poprzez: wbicie kołka w ciało zmarłego, ułożenie u jego stóp uciętej wcześniej głowy lub włożenie do trumny lusterka. Czy na cmentarzu w Smolniku? Tego nie wiemy i nie zamierzamy sprawdzać. Zanim wybraliśmy się na połoniny w Bieszczadach, zajrzeliśmy jeszcze do Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Lasy Bieszczadzkie”. To własnie tam dowiedzieliśmy się na czym polega chyba najbardziej kojarzony z Bieszczadami zawód. Kiedy po zimie wychodzicie na wiosnę na swoje ogródki, działki czy jedziecie na pola biwakowe, to pewnie nie zastanawiacie się, skąd pochodzi węgiel drzewny do waszych grilli. Po prostu kupujecie go w sklepach i już – kiełbaski czy karkówka mogą być przygotowywane. Nawet nie wyobrażacie sobie ile trudu, a przede wszystkim zdrowia muszą włożyć pracownicy, którzy go wypalają. Retorty Najpopularniejszy sposób wypału drewna polega na umieszczeniu pociętych klocków w specjalnych metalowych pomieszczeniach nazywanych retortami i podpaleniu go. Wydaje się proste? Nic bardziej mylnego. Drewno trzeba odpowiednio ułożyć i zabezpieczyć, potem specjalnie uszczelnić piec, tak by dym wydobywał się tylko jednym kominem. Cały czas trzeba dbać o odpowiednią temperaturę wewnątrz retorty (powinna wynosić ok. 800 stopni Celsjusza). Kiedy kolor dymu zmieni się z białego na niebieski, natychmiast trzeba zalać retortę wodą (czasami nawet idzie na to ok. 100 litrów). Gdy wszystko wygaśnie i ostygnie, można wydobyć z wnętrza węgiel drzewny. Najlepszymi gatunkami do wypału są: grab, brzoza i buk. Retorta bieszczadzka Mielerze Innym sposobem na wypalanie węgla drzewnego były mielerze. Tym razem nie są to żadne pomieszczenia czy urządzenia, a sposób w jaki układa się bale drewna. Na początku stawia się pionowo kilka warstw (najczęściej 3) tzw. sągówek (pociętych pniaków), następnie jedną warstwę pochyło. Całość przykrywa się warstwą gałęzi i ziemi wymieszanej z miałem węglowym, tak aby powietrze nie dochodziło do drewna. Zostawia się tylko dwa otwory – jeden od góry, drugi od dołu, tak by ogień mógł się tlić wewnątrz. Po podpaleniu drzewo wypala się pomału, dając węgiel drzewny. Cały proces spalania jednego mielerza trwa 10-14 dni. Mielerz – przekrój Węglarze Ludzie, którzy decydują się na podjęcie tego trudnego zawodu, muszą mieć silne charaktery. Często są to osoby, które ledwo co ukończyły podstawówkę, choć kiedyś podobno trafił się wypalacz z tytułem naukowym uciekający od dawnego życia. Węglarze żyją najczęściej w prostych, byle jak skleconych budach. Nie mają tam wygód, ba można powiedzieć nawet, że nie mają tam podstawowych warunków życia. A jednak znaczna część z nich lubi swoją pracę i przyznaje, że nie chciałaby jej zamienić na inną. Często ta ciężka praca zbiera okrutne żniwo. Zdarzały się wypadki, że wypalacze ginęli spaleni lub zaczadzeni w retortach. Jak dowiedzieliśmy się z jednej z tablic informacyjnych, średnia długość życia węglarza jest niższa niż… 50 lat. Dom wypalaczy węgla drzewnego Wnętrze budy, w której mieszkali wypalacze Przed domem wypalacza Połoniny w Bieszczadach Oderwijmy się od ciężkiej pracy i wybierzmy się w końcu na połoniny w Bieszczadach. Na początek wyjaśnimy, czym są połoniny. Jak podają internety, to piętro roślinności alpejskiej i subalpejskiej, a sama etymologia nazwy wskazuje na pustkowia lub tereny górskie. Pamiętajcie o tym, chodząc po górach Dość już tych pojęć, ruszmy na te połoniny w Bieszczadach, bo przecież w dużej mierze właśnie dla nich tu przyjechaliśmy. Hola! Zanim wyruszycie w góry, musicie przyswoić sobie kilka zdawałoby się oczywistych zasad (niestety nie dla wszystkich): Przygotujmy wygodne ubranie i rozchodzone buty do wędrówek górskich (nie klapki i nie tenisówki), a gdy słońce praży lub jest zimno to nie zapomnijcie nakrycia głowy Pamiętajmy o zabraniu ze sobą mapy (te elektroniczne nie zawsze się sprawdzają) Powiedzmy komuś, gdzie idziemy i kiedy planujemy wrócić Weźmy ze sobą w pełni naładowany telefon Pamiętajmy o jedzeniu (warto mieć batony czekoladowe lub energetyczne) i szczególnie piciu Słuchajmy prognoz pogody i zaleceń GOPR-u Na szlaku nie spożywamy alkoholu i nie palimy papierosów (w Parku Narodowym jest zakaz, ale podpowiada to też rozum) Gdy już jesteśmy na szlaku, nie schodzimy z niego, nie zrywamy pięknych kwiatów, grzybów czy gałęzi, nie palimy ognisk i nie wyrzucamy śmieci (jeśli wziąłeś na górę cały batonik lub butelkę z wodą, to papierek czy pustą butelkę możesz znieść na dół) I na koniec pamiętamy o UPRZEJMOŚCI – na szlakach jesteśmy wszyscy sobie równi, nie ważne czy masz lat 70 czy 15, jesteś mężczyzną czy kobietą, wytrawnym piechurem czy amatorem. Każdy pomaga innym, nie ściga się, nie udziela błędnych informacji „dla jaj” i najzwyczajniej w świecie mówi „cześć” lub „dzień dobry”. Jeśli będziemy o tym pamiętać, to wszystkim będzie przyjemniej i łatwiej w górach (i nie tylko). Bieszczadzki Park Narodowy przypomina o zasadach Przełęcz Wyżna Po tym wstępie możemy w końcu wejść na połoniny w Bieszczadach. My postanowiliśmy odwiedzić Chatkę Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. W tym celu podjechaliśmy samochodem na parking na Przełęczy Wyżna. Położony jest on na wysokości 872 m a więc do pokonania mamy 356 metrów przewyższenia. Według znaków trasa ma trwać 1 h 15 min. Tuż po ruszeniu w drogę szlakiem żółtym, po naszej lewej ręce ukazał się krzyż metalowy wbity w spory kamień. Widzieliśmy jak wiele osób mija go, nie zwracając żadnej uwagi. Jeśli już tam będziecie, zatrzymajcie się przy nim na chwilę. Miejsce to upamiętnia ofiary gór i ludzi, którzy niosąc im pomoc, zginęli w walce z naturą (często przez bezmyślność „turystów”). Kilka kroków dalej na skale znajduje się inskrypcja Jerzego Harasymowicza: „W górach jest wszystko co kocham…”. Później szlak wznosi się pod górę w znacznej mierze przez las, więc nawet gdy świeci mocne słońce czy wieje wiatr, natura chroni nas przed swoimi kaprysami. Trasa jest łatwa i nawet z dziećmi można się w nią wybrać. Pamiętać trzeba, że idziemy przez Park Narodowy, a co za tym idzie musimy stosować się do zasad w nim panujących. Znajdziecie je wszystkie na bilecie, który będziecie musieli wykupić na początku drogi. Kosztuje on 7 zł. Szlaki w Bieszczadach są dobrze oznaczone Przyroda już od samego początku zachwyca Ratownikom GOPR i ofiarom gór – pamiętajmy o nich Pomnik Harasymowicza Miłość od nasionka na wieki Idąc w kierunku Połoniny Wetlińskiej Las dodaje siły i spokoju Renia korzysta z energii lasu Sztuka na zboczu gór Jeszcze przed wejściem na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego, po prawej stronie miniecie budynek z napisem „Galeria Nad Berehami”. W pogodne dni siedzi przed nim Pan Waldek, artysta rzeźbiarz, którego wyroby możecie oglądać i zakupić wewnątrz. My przysiedliśmy koło niego i wdaliśmy się w rozmowę. Powiedział nam w niej o swoim zamiłowaniu do strugania w drewnie oraz o tajnikach swojej pracy. Przyznał się też, że tak wrósł w to miejsce, że nawet nie pamięta, od kiedy w ten sposób zarabia na życie. Zdradził też, ile czasu zajmuje mu wykonanie poszczególnych figurek. Przeważnie zależy to od jego humoru. Gdy mu się spieszy lub jest mocno „zdenerwowany” (tu padło inne słowo), to potrafi małą podobiznę wyrzeźbić w około… 10 minut. Podczas rozmowy z nami nie przerywał pracy i zdążył stworzyć kolejne niewielkie dzieło, które potem osmalił nad grillem, aby nabrało kontrastu i wyrazu. Waldek – artysta z gór Galeria nad Berehami Gotowe dzieło czeka na nabywcę Galeria Pana Waldka Czas wykonania około 10 minut – duży szacun Połonina Wetlińska Połoniny w Bieszczadach, a właściwie jedna z nich – Wetlińska – ukazały nam się po około godzinie marszu pod górę. Ta ośmiokilometrowa przestrzeń jest najbardziej rozległa w całych Bieszczadach. Jednak w związku z tym, że przez długi czas była używana do wypasu owiec, jej roślinność jest dość mocno przetrzebiona i jednorodna. Często też przechodzą przez nią silne wiatry. Idąc nią można jednak spodziewać się nieziemskich widoków na szczyty bieszczadzkie, spotkań z ciekawymi ludźmi i czasami widoku dzikiej zwierzyny. Nam bardzo przypadła do gustu i wiemy już, że na pewno jeszcze na nią nie raz wrócimy. W końcu tylko się z nią przywitaliśmy. Nie dziwimy się też, że jest jednym z najbardziej obleganych szlaków w całych Bieszczadach. Już za chwilę dojdziemy do schroniska Bieszczadzkie połoniny Ludzi zawsze ciągnęło w świat Widok z Połoniny Wetlińskiej Z Wetlińskiej na Caryńską Jak tu się nie zakochać Idziemy dalej Połoniną Wetlińską Góry nasza miłość Chatka Puchatka Na szczycie Połoniny Wetlińskiej znajduje się miejsce kultowe. Początkowo, w latach powojennych było wykorzystywane przez WOP-istów do obserwowania przelotów imperialistycznych samolotów, które miały zrzucać stonkę nad „bratnimi państwami”. Potem zasiedlili je harcerze i studenci, którzy utworzyli w nim „Republikę Wetlińską”. I taka sytuacja trwała do lat 60-tych XX wieku, kiedy na szczyt Połoniny Wetlińskiej trafił Lutek Pińczuk. Człowiek, który stał się legendą Bieszczad, tak jak i „jego” schronisko – Chatka Puchatka. Słyszeli o nim nawet ci, którzy tam nie dotarli – jeszcze. Lutek „dowodził” tym najwyżej położonym bieszczadzkim schroniskiem przez ponad 50 lat. Swoją siedzibę w tym miejscu ma również bieszczadzki GOPR. To właśnie między innymi z tego miejsca wyruszają na pomoc ratownicy spieszący na pomoc poszkodowanym w górach. Od wiosny 2020 roku rozpocznie się remont Chatki Puchatka, który ma trwać aż około 1,5 roku. Niemożliwe więc będzie zatrzymywanie się w niej. Miejmy jedynie nadzieję, że prowadzone prace nie zmienią i nie usuną bieszczadzkiej magii tego miejsca. Pamiętajcie o tym, że to idący przez góry ludzie tworzą ich czar. Chatka Puchatka wygląda całkiem fajnie Sklepik w Chatce Puchatka Magię gór tworzą ludzie Puchatek wita w swojej chatce Chatka Puchatka od kuchni I poszli w siną dal Połonina Caryńska Jeśli mówimy – połoniny w Bieszczadach – nie możemy nie wspomnieć tej, na którą tym razem jednak nie dotarliśmy, a mogliśmy jedynie podziwiać z daleka. Połonina Caryńska rozciąga się od Ustrzyk Górnych aż do Brzegów Górnych, które są jakby granicą pomiędzy nią a opisaną powyżej Połoniną Wetlińską. Na jej stokach występuje kilka roślin, którym grozi wyginięcie. Pamiętajcie więc o zasadzie, że nawet gdy widzicie niezwykle piękny kwiat, to pozostawcie go na miejscu. Nie wyrzucajcie też śmieci, bo te degradują środowisko i flora powoli umiera, a z nią szczyty naszych pięknych gór. Idąc grzbietem Połoniny Caryńskiej, będziecie na pewno usatysfakcjonowani otaczającymi Was z każdej strony widokami na okalające ją szczyty górskie i doliny. Połonina Caryńska z Przełęczy Wyżna Połonina Caryńska w słońcu Jezioro Solińskie Połoniny w Bieszczadach pozostawiliśmy na razie za sobą i udaliśmy się nad największy zbiornik wodny w tym rejonie – Jezioro Solińskie. Powstało ono w 1968 roku w wyniku spiętrzenia wód Sanu i Solinki. Jego linia brzegowa ma około 160 km, a średnia głębokość wynosi 25 m (w najgłębszym miejscu przy tamie – 60 m). Choć z tą głębokością bywa różnie. Zimą gdy rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną, spod tafli wody zaczynają się wynurzać zalane kiedyś wsie (jest ich 12), lasy, a czasami na wodzie pojawiają się murowane kaplice. Jezioro Solińskie szczególnie atrakcyjne jest w sezonie letnim, można wtedy nad nim plażować, pływać na kajakach, rowerach wodnych czy żaglówkach. Zakazane jest używanie łodzi motorowych. Wieczorem zaś polecamy spacery po zaporze, z której cudownie widać zachodzące słońce. Jezioro Solińskie zachwyca urodą Turystyka wodna w Bieszczadach Kaczki lubią skały przy zaporze Tuż przed zachodem słońca Mechanizm zapory w Solinie Z zapory udaliśmy się na miejsce odpoczynku i wieczorny relaks. I choć pożegnaliśmy połoniny w Bieszczadach, to nie opuściliśmy Bieszczad. W następnych artykułach będziemy zachęcać Was do poznawania kolejnych atrakcji. A jest ich sporo i warto się na nie skusić. Tekst powstał we współpracy z Podkarpacką Regionalną Organizacją Turystyczną. Urlop we wrześniu - poznaj najlepsze miejsce do odpoczynku Marzysz o wakacjach z dala od tłumów? To możliwe - jeśli zaplanujesz wyjazd poza najbardziej obleganymi przez urlopowiczów miesiącami. Wczasy po sezonie to świetna opcja dla osób, które chcą w pełni skupić się na zasłużonym odpoczynku i chłonąć klimat danego miejsca bez turystycznego zgiełku. Gdzie na wakacje we wrześniu w Polsce warto pojechać? Oto nasze zestawienie najciekawszych kierunków na koniec lata i początek jesieni! Wczasy po sezonie, czyli kiedy? Kiedy trwa w Polsce sezon wakacyjny? Warto znać odpowiedź na to pytanie, planując wypoczynek bez tłumów turystów. Najgorętszym okresem urlopowym są oczywiście wakacje, trwające od końca czerwca, przez lipiec, aż do końca sierpnia. To miesiące z najlepszą pogodą, która zachęca do planowania letnich wyjazdów. W efekcie, wybierając się na wakacje w tym czasie, musimy liczyć się ze sporymi tłumami i wyższymi cenami. Czekając do września możemy zaplanować wymarzone wakacje w znacznie bardziej relaksującym otoczeniu. Wczasy po sezonie - dlaczego warto? Wczasy po sezonie pozwalają cieszyć się wciąż dobrą, słoneczną pogodą, a przede wszystkim mniejszą liczbą turystów. Z tej opcji skorzystają zwłaszcza osoby, który nie posyłają dzieci do szkół i mogą pozwolić sobie na urlop poza okresem największego oblężenia turystycznych kurortów. Dodatkowym atutem okazuje się również możliwość wynajęcia atrakcyjnego noclegu, który wyniesie nas zwykle mniej niż w szczycie sezonu. Z wakacji we wrześniu zadowoleni będą też kierowcy, dla których koniec sezonu oznaczać będzie mniejszy ruch na drodze. Wielokilometrowe korki to zmora zmotoryzowanych podróżnych na trasach wiodących na Półwysep Helski, do Zakopanego, ale nie tylko. Mniejszy tłok ułatwia również zakup biletu na pociąg czy autobus. Wiemy już, jakie plusy mają wczasy po sezonie. Zatem gdzie na wakacje we wrześniu pojechać, by skorzystać z przyjemnej aury i braku tłumów? Możliwości jest wiele! W szczególności jednak polecamy wczasy w Polsce - to idealna okazja, by docenić uroki kraju i odkrywać jego najpiękniejsze zakątki. Gdzie na wakacje we wrześniu? Nad morze! Dla wielu osób synonimem udanych wakacji jest pobyt nad morzem z kąpielami wodnymi i wylegiwaniem się na plaży. W okresie letnim, mimo sprzyjającej pogody, najpopularniejsze nadmorskie kurorty są jednak niezwykle oblegane, co może odbierać radość z wypoczynku - zwłaszcza, jeśli zależy nam na kameralnej atmosferze i podziwianiu zachodów na niemal pustej plaży. Okazuje się jednak, że decydując się na wczasy po sezonie, możemy nie tylko pozażywać jeszcze słonecznych i wodnych kąpieli (woda po lecie jest wciąż nagrzana), ale też nacieszyć się spokojniejszym klimatem miasteczek. We wrześniu, a zwłaszcza pod jego koniec, większość typowo turystycznych miejscowości powoli pustoszeje. Wczasy poza sezonem nad Bałtykiem mają jeszcze jedną zaletę - zdrowotną. Wczesną jesienią nadmorskie powietrze jest znacznie bogatsze w jod, który działa zbawiennie na drogi oddechowe. Wczasy poza sezonem nad morzem to też dobra opcja dla osób, które nie przepadają za upałami. Słońce, które od czerwca do końca sierpnia, może przyprawić nas o spieczoną skórę, we wrześniu będzie dla nas bardziej łaskawe. Wykorzystać to mogą podróżujący nad morze w celu zwiedzania - to dobry czas choćby na odkrywanie uroków zabytkowego Gdańska czy modernistycznej Gdyni. Pięknie i spokojniej będzie też w takich popularnych miejscowościach, jak choćby Łeba, Ustka czy Świnoujście. Doskonałym wyborem dla planujących wczasy po sezonie mogą okazać się również Ostrowo, Piaski, Kopalino, Dębki czy Bobolin, które nawet w szczycie wakacji nie są tak zatłoczone - we wrześniu będzie tam więc jeszcze bardziej komfortowo i zacisznie. Gdzie jechać pod koniec września? W góry! Odpowiedź na pytanie o to, gdzie jechać na wakacje we wrześniu samochodem może być tylko jedna - w góry! W ich przypadku, nieco inaczej niż z morzem, sezon trwa niemal cały rok - w zależności od miesiąca możemy jednak liczyć na mniejsze lub większe natężenie ruchu na szlakach oraz inne trudności w ich pokonywaniu. Sezon letni w górach, który różni się między poszczególnymi pasmami, trwa w górach wysokich od czerwca do listopada, zaś w niskich i średnich od przełomu marca i kwietnia do nawet grudnia. Wrzesień to zatem idealna pora zarówno, by odwiedzić najbardziej oblegane latem Tatry, jak również zajrzeć w Bieszczady, Beskidy, Pieniny czy Sudety, nie spędzając przy okazji wielu godzin w samochodzie w drodze do wybranej miejscowości. By uniknąć tłoku na trasie, górskie wczasy po sezonie warto zaplanować na końcówkę września. Warunki pogodowe są w tym miesiącu wciąż doskonałe, a ruch o wiele mniejszy, co pozwala wędrować bezpiecznie i w skupieniu ładować wewnętrzne baterie. Gdzie na wakacje we wrześniu? Do Hotelu Czarny Potok! Jesiennemu relaksowi w górach sprzyjają też tak lubiane przez urlopowiczów pakiety pobytowe w atrakcyjnych cenach. W Hotelu Czarny Potok, podróżującym po wakacjach (od 1 września) oferujemy specjalne propozycje noclegowe w sercu Beskidu Sądeckiego. Krynica Zdrój poza sezonem to cisza, brak tłumów na szlakach, a do tego zmieniające kolor liście, tworzące unikatowy i wielobarwny pejzaż jesienny. W cenie pobytu komfortowe noclegi, bogate śniadania i wyśmienite obiadokolacje, liczne atrakcje dla najmłodszych oraz dostęp do strefy SPA & Wellness. Serdecznie zapraszamy na niezapomniane wczasy po sezonie! Sprawdź również: Turystyka zdrowotna - pobyty lecznicze w hotelu w górach Bieszczady przestały być dzikim miejscem na skraju Polski, do którego przyjeżdżają wyłącznie romantyczni wędrowcy i ekipy rajdowe. Szlaki w Bieszczadach z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Obecnie Bieszczady to jedno z najmodniejszych miejsc turystycznych w Polsce. Które szlaki wybrać, by poczuć w Bieszczadach klimat, na którym wyrosła ich legenda? Proponuję kilka tras, które jeszcze długo nie będą zatłoczone. Popularność Bieszczadów eksplodowała na olbrzymią skalę. Najpopularniejsze trasy: Połonina Wetlińska i Caryńska, Rawki, Tarnica i Bukowe Berdo to pierwszy wybór turystów debiutujących w Bieszczadach. Te szlaki są zdecydowanie najbardziej oblegane. W sezonie letnim wędrują nimi tysiące ludzi. Spis treści1 Najlepsze szlaki i trasy turystyczne w Bieszczadach? Tam, gdzie nie ma tłumów2 Komańcza – Cisna. Czerwony szlak. km3 Jabłonki – Schronisko PTTK w Jaworcu. Czarny szlak. km4 Maniów – Nowy Łupków. Żółty+Niebieski. km5 Żubracze-Runina. Niebieski-Żółty-Niebieski. km6 Szlaki i trasy w Bieszczadach bez tłumów. Kiedy pojechać? Najlepsze szlaki i trasy turystyczne w Bieszczadach? Tam, gdzie nie ma tłumów Mam kilka propozycji szlaków dla osób, które chciałby podziwiać Bieszczady w nieco bardziej kameralnym gronie. To trasy, które pozostają poza zainteresowaniem największych grup, a które ze względu na rozmaite walory wciąż są bardzo atrakcyjne. Te rekomendacje powinny również zainteresować miłośników Bieszczad, którzy wędrowali już najpopularniejszymi szlakami i chcieliby uciec w drugoplanowe rejony mniej znanych pasm. Zerknijcie, którędy wędrować, żeby lepiej poczuć ducha Bieszczadów rozumianych jako krainy romantycznych wędrowców. W drodze na Jasło. Jesiennie Komańcza – Cisna. Czerwony szlak. km Ponad 30 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego łączy będącą na skraju Bieszczadów Komańczę z jednym z najważniejszych turystycznych bieszczadzkich ośrodków – Cisną. Do jego przejścia potrzeba całego długiego dnia. Suma przewyższeń to ponad 1150-1250 m (zależy skąd startujemy), czyli jak na Bieszczady na prawdę konkret. Trasa jest eksponowana tylko na kilku odcinkach. Najciekawszym miejscem szlaku są Jeziorka Duszatyńskie. Po drodze zdobędziemy kilka szczytów: Hon, Wołosań, Pocak, Jaworne, czy Chryszczatą. Ze względu na swoją długość i brak możliwości kontaktu z cywilizacją po drodze nigdy nie stanie się priorytetowym wyborem większości turystów. Można tu wejść w dziki las bardzo, bardzo głęboko i przez długie godziny z niego nie wychodzić. Jabłonki – Schronisko PTTK w Jaworcu. Czarny szlak. km Czarny szlak może kojarzyć z czymś groźnym i niebezpiecznym, ale odcinek z Jabłonek do schroniska w Jaworcu w żadnym wypadku taki nie jest. Jego przejście zakłada wspinaczkę na dwa niewysokie szczyty: Łopennik i Falową. Oba wierzchołki są dość ekscytujące, choć nie należą do bieszczadzkiego kanonu. Schodząc z Łopiennika w stronę Dołżycy można odnaleźć fundamenty schroniska, które spłonęło w 1977 roku. Suma przewyższeń jest dosyć spora- ponad 1000 metrów bez względu na to, z której strony startujemy. Polecam wystartować z Jabłonek. Finisz w jednym z przyjemniejszych z bieszczadzkich schronisk, jakim bez wątpienia jest Jaworzec będzie dużo lepszym ukoronowaniem tego dnia niż wyjście z lasu w środku „szosówki”. Możliwy także krótszy wariant tego odcinka czarnego szlaku ze startem lub finiszem w Dołżycy. Maniów – Nowy Łupków. Żółty+Niebieski. km Wkraczamy na granicę polsko-słowacką. Kilka pierwszych kilometrów może wydawać się niewdzięcznych, bo idziemy drogą. W Balnicy, gdzie jest stacja kolejki wąskotorowej i sklep, skręcamy na zachód i od tego momentu szlak prowadzi granicą aż do Głębokiego Wierchu. Praktycznie całość odcinka granicznego jest schowana w lesie, nie ma zbyt wielu widokowych miejsc. Imponujące są strome zbocza po Słowackiej stronie. Miniemy też mogiłę nieznanego żołnierza. Trasę proponuję zakończyć w Nowym Łupkowie, ale w sumie warto zrobić to nieco wcześniej, w schronisku na Końcu Świata. Trasa jest bardzo łagodna i łatwa. Żubracze-Runina. Niebieski-Żółty-Niebieski. km Propozycja małego wypadu na stronę Słowacką. Wyruszamy ze wsi Żubracze. Najpierw pokonujemy cały „masyw” Hyrlatej i schodzimy do Przełęczy nad Roztokami. Po stronie słowackiej większość trasy prowadzi szutrową drogą. W Runinie znajdziecie kilka miejsc noclegowych. Na drugi dzień można wrócić z Runiny dochodząc zielonym szlakiem do szlaku granicznego a następnie schodząc do Cisnej szlakiem czerwonym. Szlaki i trasy w Bieszczadach bez tłumów. Kiedy pojechać? A co jeśli chce się zobaczyć te bardzie popularne miejsca, ale nie ma się ochoty na spacery w tłumie? Najlepsza rada: wyjazd po sezonie i w tygodniu. Ja najchętniej przyjeżdżam w Bieszczady zimą, ale rozumiem, że nie dla każdego ta pora roku będzie idealna. W takim wypadku zachęcam do przyjazdu w kwietniu, marcu, albo wrześniu. To miesiące, w których innych turystów a najpopularniejszych szlakach będzie trochę mniej. Pamiętajcie – rocznie w Bieszczady przyjeżdża ponad 0,5 mln ludzi. Jeśli zdecydujemy się na wędrówkę mniej znanym szlakiem dokładamy cegiełkę do zrównoważonego rozwoju turystyki w regionie. Czy Waszym zdaniem najlepsze szlaki w Bieszczadach to te z dala od tłumów? A może macie jakieś inne propozycje na trasy, gdzie jest luźno na szlaku? Komentarze całe Wasze! Jesień to doskonały czas na wypad w góry – często jest jeszcze stosunkowo ciepło, a szlaki są zdecydowanie mniej oblegane niż w środku lata. To nie jest jednak pora dla każdego, ponieważ jesień potrafi być kapryśna i wymagająca, a szybko zmieniająca się pogoda może zaskoczyć i znacząco utrudnić wędrówkę. Właśnie dlatego niezbędne jest przygotowanie się na konfrontację z przeszywająco zimnym wiatrem, nieznośnie zacinającym deszczem i śliskimi skałami. Jak się ubrać w góry jesienią? Tego dowiesz się w tym wilczym poradniku. Kilka słów o tym, jak jest w polskich górach jesienią Każdy, kto planuje wyjazd w polskie góry jesienią, marzy o ładnej pogodzie i załapaniu się na ostatni powiew lata. We wrześniu mamy jeszcze szansę na słońce i bite dwa tygodnie bez opadów, ale nie oszukujmy się, październik ani listopad nie będą już tak łaskawe. Wtedy też nieprzyjemnie potrafi zmieniać się widoczność, w efekcie czego po dotarciu do celu jest spora szansa, że nie będziemy mieli okazji popodziwiać pocztówkowych krajobrazów. Faktycznie jesień w górach bywa piękna, ale należy pamiętać, że jest też nieprzewidywalna, przez co musimy być przygotowani na duże skoki temperatur, silny, przenikliwy wiatr, który sprawia, że odczuwalna temperatura jest znacznie niższa od rzeczywistej, i deszcz, który stara się zmyć nas ze szlaku. Przez to, odpowiedź na pytanie, jak się ubrać w góry we wrześniu, w październiku czy listopadzie będzie dość złożona. Pomijając już wyższe partie Tatr, gdzie zima trwa nawet 8-9 miesięcy, wczesną jesienią w polskich górach raczej nie natkniemy się na duże opady śniegu i powinniśmy ubrać się zdecydowanie lżej niż podczas prawdziwie zimowej wyprawy. Niemniej jednak, jeśli prognozy pokazują opady, a szczyty są już zaśnieżone, dobrze jest zadbać nie tylko o dodatkowy sprzęt, taki jak np. raczki, które pomogą poruszać się po oblodzonych kamieniach. „Zima w Zakopanem panuje zwykle od końca listopada do końca marca, a na poziomie Kasprowego – od połowy października do początku maja. (…) Wiosna w Tatrach jest chłodna, jesień (szczególnie ważne dla turystów) – pogodna i względnie ciepła, zwłaszcza wysoko w górach.” Józef Nyka, „Tatry Polskie. Przewodnik” Po pierwsze, jesienią w górach stosuj warstwy Stosowanie warstw jest nieodzowną praktyką w chłodniejszych miesiącach. Podczas przygotowań do wyjścia na górskie wędrówki z plecakiem turystycznym, będziemy musieli wziąć poprawkę na możliwe wystąpienie dużej różnicy temperatur. Pamiętajmy też, że potrzebujemy ubrać się w odzież oddychającą i dobrze odprowadzającą wilgoć. Standardowo, ze względu na funkcję wyróżniamy trzy warstwy: bieliznę, warstwę termiczną i warstwę wierzchnią. Czasem na warstwę termiczną będzie składać się więcej niż jedna rzecz. Dobrze, jeśli jesteśmy przezorni i zawsze zabieramy ze sobą dodatkową bluzę czy polar, warto bowiem być przygotowanym na dużo chłodniejszą aurę na szczytach i marznięcie na postojach. Czytaj także: Bielizna termoaktywna w góry i do biegania - jaka sprawdzi się najlepiej? Jak przygotować się do trekkingu w górach zimą? Kurtki trzy w jednym (kurtki 3w1) - Kurtki funkcyjne idealne na jesień Jak prać odzież turystyczną, techniczną i sportową? – pielęgnacja i impregnacja Jaka bielizna termoaktywna na jesienne wędrówki po górach? Na jesienną wyprawę w góry bezsprzecznie należy zabrać bieliznę termoaktywną. Bardzo dobrze sprawdzają się koszulki oddychające uszyte z cienkiej wełny z merynosów, która posiada właściwości cieplne i antybakteryjne, co wiąże się z nie chłonięciem zapachów – alternatywą będą koszulki syntetyczne, które jeszcze lepiej odprowadzają wilgoć, a przy zastosowaniu specjalnych technologii, takich jak np. również ograniczają rozwój bakterii i dają długotrwałe uczucie świeżości. Zdecydowanie powinniśmy się wystrzegać stosowania koszulek bawełnianych, ponieważ te szybko zamieniają się w mokrą szmatkę, zwłaszcza po zastosowaniu wydajnej warstwy termicznej, a po przyklejeniu się do pleców mają tendecję do wychładzania organizmu, przez co zabierają całą przyjemność z marszu. Jesienią, jeśli dobierzemy odpowiednie spodnie trekkingowe, stosowanie dodatkowych getrów nie będzie już konieczne. Warstwa termiczna – zadbaj o jesienny komfort w górach Wszystkie warstwy są ważne, ale to dzięki tej, będziemy czuli właściwe ciepło. Do warstwy termicznej zaliczamy wszystkie bluzy, swetry a także kurtki polarowe, czyli to, co izoluje, a nie jest hardshellem i nie stanowi pełnej ochrony przed deszczem czy śniegiem. Niesłabnąca popularnością cieszą się polary, ponieważ nawet te cienkie dobrze utrzymują temperaturę, nie nasiąkają i odprowadzają wilgoć. Tu także stosuje się bluzy z wełny merino, kamizelki i lekkie kurtki uzupełnienie puchowym lub syntetycznym wypełnieniem. Większość tych ubrań będziemy nosić w trakcie wędrówki bez zakładania ostatniej warstwy wierzchniej, o ile nie będzie deszczowo i przesadnie wietrznie. Warstwa termiczna zazwyczaj składa się z kilku bluz czy kurtek, czasem, gdy zrobi się bardzo zimno, będziemy mieli na sobie bluzę i kurtkę polarową, na którą w razie silnego wiatru czy opadów deszczu założymy jeszcze deszczówkę. Zamiast kurtki polarowej wygodny będzie też softshell lub lekka syntetyczna puchówka. Doskonałym przykładem takiej kurtki jest Routeburn Jacket o wydajnym i sprężystym wypełnieniu Microguard Superloft Ecosphere, która dzięki swojej konstrukcji zapewnia dobrą wentylację, a w połączeniu z tkaniną Stormlock Ripstop, staje się nieprzewiewna, wytrzymała i nienasiąkliwa. Warstwa wierzchnia – co to jest kurtka hardshellowa? Jak już jest nam ciepło i zadbaliśmy o odprowadzanie wilgoci, to należy wybrać kurtkę, która sprawdzi się na pierwszej linii frontu i odeprze atak złośliwej pogody. Kurtka hardshellowa jest niezbędna podczas każdej wyprawy, zwłaszcza tej poza sezonem letnim. Warstwa termiczna i bielizna nie chronią przed silnym wiatrem, wodą i śniegiem, hardshell już tak. W tego typu kurtkach stosuje się membrany, które zapewniają wodoodporność i zachowują pewien stopień oddychalności. Hardshelle zakłada się zwykle dopiero w momencie załamania pogody, ponieważ nawet membrana o najlepszych parametrach będzie stanowiła barierę dla pary wodnej i może sprawiać, że się przegrzejemy podczas intensywnej wędrówki. W Jack Wolfskin stosuje się membrany z grupy Texapore, występujące w kilku odmianach o różnych parametrach, które wahają się w przedziale: nieprzemakalność na poziomie 10 000 – 30 000 mm słupa wody (przyjęło się, że od 5 tys. mówimy o pełnej wodoodporności materiału), przy oddychalności 6 000 – 35 000 g/m2/24 h. Każda membrana Texapore jest również całkowicie wiatroszczelna, dzięki czemu pomoże nam przetrwać nawet porządną nawałnicę. Jesienią warto też chronić nogi - jakie spodnie w góry? Wybór spodni na wędrówki to niezwykle ważna sprawa, zwłaszcza, gdy planujemy wielogodzinny marsz i przewidujemy, że możemy natknąć się na kiepską pogodę. W czym pójść w góry? Przede wszystkim powinniśmy wybrać elastyczne, nienasiąkające i wiatroszczelne spodnie, dzięki którym będziemy mogli wygodnie pokonywać nawet skaliste wzniesienia, nie będziemy czuli podmuchów wiatru i przetrwamy mżawkę czy lekki deszcz. W takich warunkach najlepiej sprawdzą się spodnie softshellowe. Jeśli jednak prognozy wskazują na ulewę, a my z jakiegoś powodu dalej chcemy iść na szlak, to powinniśmy wybrać nieprzemakalne spodnie z membraną, które sprostają tak trudnym warunkom. Na standardową jesień w górach nie warto jeszcze zabierać grubych spodni ocieplanych, pamiętajmy, że podczas wędrówki sami produkujemy bardzo dużo ciepła – lepiej założyć dobre getry tremoaktywne, które zapewnią przy okazji dobrą oddychalność, a w razie czego, będziemy moglije ściągnąć. Jakie buty w góry jesienią? Czy warto inwestować w stuptuty? Jesień to czas, kiedy po letnich wojażach można już bez strachu wyciągnąć bardziej zabudowane, membranowe i w pełni wodoodporne wysokie buty i nie martwić się przegrzaniem, a ni niespodziewaną scianą obuwie powinno różnić się w zależności od gór, w które się wybieramy i od rodzaju szlaków, które zamierzamy przemierzać. Na skaliste trasy, np. w Tatry Wysokie, najlepiej jest wybrać model butów o dość sztywnej podeszwie i ze wzmocnieniami wokół palców i pięty, np. Force Trekker lub nawet Force Crest. Jeśli jednak wybieramy się w niższe i bardziej zalesione Bieszczady, wystarczą nam miękkie, lżejsze i znacznie bardziej komfortowe buty turystyczne, również w wysoką cholewką, ale nie tak sztywne jak wysokogórskie modele. Przykładem niech będą Vojo 3 Texapore Mid. Stuptuty z kolei jesienią będą zbędnym balastem, zwłaszcza, że dodatkowo ograniczają oddychalność stopy i łydki. Tak naprawdę stuptuty w górach warto mieć ze sobą tylko zimą i to o ile planujemy wypad na trudniejsze, często zasypane trasy, gdzie możemy wpadać po kolana w śnieg. Czy jesień w górach to już pora na czapki, rękawice i ciepłe skarpetki? Tak, choć nie warto przesadzać. Niekoniecznie musimy zabierać ze sobą typową grubą czapkę zimową, choć warto mieć taką w zanadrzu. Podczas wędrówki jesienią przede wszystkim sprawdzą się umiarkowanie cienkie, ale oddychające modele. Warto pamiętać, że w zanadrzu zawsze mamy kaptur, który w razie totalnej niepogody będzie izolował nas przed zimnem, wiatrem i deszczem. Rękawice czy rękawiczki na jesień to też temat obowiązkowy. Nie powinny być jednak za grube i optymalnie, jak będą nienasiąkliwe. Wygodną opcją będą tu modele softshellowe. Dobrze też mieć parę standardowych rękawiczek w zapasie, sprawdzą się, zarówno, gdy zrobi się chłodniej, ale też w momencie, gdy ostatecznie przemoczymy główne rękawice. Alternatywą będą też rękawice polarowe, które szybko schną, przy czym nawet wilgotne nie tracą swych właściwości cieplnych. Praktyczne rady odnośnie tego, co jeszcze jest potrzebne w górach jesienią Najbardziej potrzebny jest zdrowy rozsądek, który musi nam towarzyszyć podczas całej wyprawy. Regularnie należy sprawdzać prognozy pogody przygotowywane specjalnie na obszary górskie (najłatwiej robić to na stronach służb ratowniczych, np. TOPR), czasem lepiej też się wycofać niż iść na szlak z nadzieją, że jakoś to będzie. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zawsze też informujmy bliskich dokładnie, gdzie się wybieramy. Podczas jesiennej wyprawy w góry warto zabrać ze sobą czołówkę, w razie gdyby nagle zrobiło się ciemno, apteczkę z kocem nrc i trochę wysokoenergetycznego jedzenia. Zwłaszcza w niskiej temperaturze batoniki i czekolady dadzą niezbędną energię, by pokonać kolejne wzniesienia. Dobrym pomysłem jest też zabranie termosu z ciepłą herbatą. Czy warto chodzić jesienią po górach? Pewnie, że tak! Róbmy to tylko z głową, a będziemy w stanie przeżyć przygodę w otoczeniu mniejszej grupy turystów niż w środku lata. Trudne warunki zostają w pamięci na długie lata, a pokonanie wymagającej trasy w deszczu daje ostatecznie niebywałą satysfakcję. Do zobaczenia na wilczym szlaku!

co zabrać w bieszczady we wrześniu