A tak - ta, tak - ta, cy jo wim, jescem sie nie zgodała ś nim. RADCZYNI. Ja wiem, że twoja uroda. niejedną trudność przesili, żeś sobie młoda; no, ale o czym wy będziecie mówili, jak tak nadejdzie wieczór długi: mówić się nie chce, trza przesiedzieć; on wykształcony, ty bez szkół - PANNA MŁODA. Po cóz by, prose pani, godoł, A sprawa chyba nie jest taka jednoznaczna, jak się wydaje. Stwierdzenie „Człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi niczego” można by porównać ze znaną maksymą, często używaną w codziennej polskiej rzeczywistości, a mianowicie: „nie myli się ten, kto nic nie robi”. Pojawia mi się taki komunikat: C:\Users\Biuro Cottbus\Desktop\p.Scheppan.jpg pod spodem dalej Aplikacja nie została uruchomiona. Bardzo proszę o szybką pomoc. Niestety mimo wielu prób nie mogę wstawić ani zdjęcia, ani zrzutu ekranu - za duży rozmiar nonstop - mimo zmniejszania. Ustawiałem w programach domyślnych, otwieranie za Skąpiec - Akt III. [ 78] AKT III. SCENA PIERWSZA [1] HARPAGON, KLEANT, ELIZA, WALERY, PANI CLAUDE z miotłą w ręce, JAKÓB, SZCZYGIEŁEK, ZDZIEBEŁKO. Harpagon. Dalej, chodźcie tu wszyscy; dam wam rozkazy na dzisiaj i wyznaczę każdemu jego zajęcie. Chodźno tu, pani Claude, zacznijmy od pani. (Pani Claude zbliża się z miotłą). Podmiot liryczny nie wie, jak dziękować stwórcy za tak wielkie dary. Zwraca się do stwórcy z pytaniem czego oczekuje, ale nie spodziewa się odpowiedzi. Wie, że Bóg nie ceni sobie dóbr materialnych, nie oczekuje drogocennych ofiar. Najbardziej cieszy go dar wiary, jest to najlepsze co mogą dać mu jego wyznawcy. Sebek: Panie kapitanie wydaje mi się, że to nie jest kosmita. Kapitan Bomba: Możliwe, ale musimy być ostrożni. Należy pamiętać, że niektóre z tych skurwysynów potrafią przybierać dowolne kształty. Sebek: No, ale jakby był to kosmita to by chyba tak nie śmierdziało. Kapitan Bomba: Tępy chuju! A widziałeś kiedy kosmitę który . Bieszczady tonące w śniegu, ofiara porwania, nieuchwytny porywacz, pogranicze polsko-ukraińskie, wilcze stada i pozostawione w górach tropy... Wszystko to składa się na nową powieść gdyńskiej pisarki - Małgorzaty Wardy pt. "Dziewczyna z gór. Śniegi". Jest to druga część książki z 2018 roku. Obecnie w przygotowaniu jest trzeci tom. Miejmy nadzieję, że zostanie on wydany szybciej niż poprzedni, bo powieść wciąga jak najlepszy filmowy thriller książek z TrójmiastaW artykule O tych artystach z Trójmiasta usłyszymy w 2021 roku zapowiadałam, że Małgorzata Warda przygotowuje kontynuację książki pt. "Dziewczyna z gór". I faktycznie tak się stało, druga część tej powieści została wydana pod koniec ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Kiedy czytałam, a następnie recenzowałam książkę "Dziewczyna z gór", nie miała ona jeszcze podtytułu "Tropy" i nie wiedziałam, że będzie ona kontynuowana. Wydawca wznowił ją w nowej, spójnej dla całej serii szacie graficznej, nadał podtytuł i wydając część drugą - "Śniegi", zapowiedział od razu trzecią. I cóż, nie mogę doczekać się, by ją przeczytać!Przeczytaj także: Dziewczyna z morza i z gór - o nowej powieści Małgorzaty Wardy Książka jak dobre kinoFabuła powieści jest iście kryminalna. Po 14 latach odnajduje się ofiara porwania, Nadia Okołotowicz, którą znaleziono w mokrym ubraniu na leśnej drodze, proszącą o pomoc dla siebie i swojego ojca, pod którym załamał się lód na rzece. Po ojcu - Jakubie Orsztynowiczu, który przed laty porwał córkę z domu jej matki i ojczyma, ślad ginie. Nie wiadomo, czy utonął, zamarzł w gdzieś w śniegu w lesie, czy zaginął w górach. Policja w Ustrzykach Dolnych prowadzi dochodzenie, do którego włącza się również wydział śledczy w Gdańsku na czele z Anną Kamińską, która od początku nadzorowała sprawę porwania w górskim miasteczku burza śnieżna utrudnia prowadzenie śledztwa, a dzikość gór i sroga zima sprzyjają tym, którzy znają góry jak własną kieszeń i potrafią w nich przetrwać w każdych warunkach. Kimś takim jest Jakub. Pojawiające się tropy sugerują, co prawda, jego śmierć, ale czy Jakub na pewno nie żyje? Wątpi w to jego córka, wątpi też Łuka, policjant z Ukrainy, który pomaga dziewczynie szukać ojca. Tylko tyle zdradzę z fabuły, ale zapewniam, że książkę czyta się jak najlepszy thriller także: Moje książki żyją własnym życiemZderzenie światów: cywilizacja kontra dzikość gór"Dziewczyna z gór. Śniegi" to jednak nie jest literatura sensacji ani akcji. W zasadzie akcji jako takiej jest niewiele, choć opisywane wydarzenia są na tyle wyraziste i mocne, że ich ciężar gatunkowy jakby "zagęszcza" fabułę. Chodzi wszak o porwanie dziecka, o kilkunastoletnie śledztwo, o poszukiwanie zaginionego w górach, a wszystko to z podwójnym dnem, gdzie kryją się kolejne tematy tej powieści: rodzicielstwo, ojcostwo, życie na odludziu jakby "poza światem", nielegalne przekraczanie granicy, siła natury i wątkiem jest też zderzenie światów: dzikie Bieszczady kontra duże miasto. Nadia wraca do cywilizacji, do swojego dawnego domu pod Gdańskiem. Ale czy to jest nadal jej dom? Który dom jest tym "prawdziwym"? Bohaterka musi stawić czoła przeszłości i wszystkim tym, których zostawiła, zwłaszcza matce, rodzinie, sąsiadom, dawnym koleżankom ze szkoły, ale i mediom oraz policji. Pojawiają się wątpliwości, czy faktycznie jest ofiarą porwania, czy może działa w jej przypadku syndrom sztokholmski, który wyraża się odczuwaniem sympatii i solidarności z porywaczem? Czy Nadia kryje Jakuba? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi podczas także: Emo nastolatki cierpią w samotności Konstrukcyjny majstersztykMuszę przyznać, że to, co zarzucałam pierwszej części, czyli zwłaszcza konstrukcyjne nierówności, tym razem zostało dopracowane. Jestem pod wrażeniem tego, jak autorce udało się sugestywnie budować napięcie i odsłaniać karty bardzo powoli, opisując niektóre sceny z ogromną precyzją i spokojem, wręcz niespiesznie. Tym razem pisarka "poszatkowała" opowieść na fragmenty według czasu, na: "dawniej", "obecnie", a także według kolejności dni poszukiwań Jakuba. Jednak po pierwsze nie zrobiła tego chronologicznie, a po drugie pokazuje wydarzenia z punktów widzenia różnych osób. Główną narratorką 1-osobową jest wciąż Nadia, która opowiada całą historię, jednak oddaje ona głos 3-osobowemu narratorowi, który opowiada to, czego Nadia nie mogła być świadkiem. To dzięki takiej narracji udało się stworzyć dzieło niemal hipnotyzujące, konstrukcyjny dzięki temu nie tylko trzyma czytelnika w napięciu od początku do końca, ale i sprawia, że zanurzamy się w ten świat dogłębnie. W bezkres Bieszczad i ich ogrom z jednej strony, a z drugiej w świat emocji i psychiki bohaterów, zwłaszcza Nadii, Jakuba i Łuki. Analiza psychologiczna postaci jest poprowadzona bardzo obrazowo i przekonująco - to są osoby z krwi i kości zdecydowanie. Zwłaszcza postać Orsztynowicza jest imponująca. To zresztą mój ulubiony bohater i bardzo liczę na to, że pojawi się w 3 tomie...Prawdziwie górska opowieśćNa koniec jeszcze chciałabym zwrócić uwagę na to, że Małgorzata Warda, gdynianka, chciałoby się powiedzieć "dziewczyna z morza" (a nie z gór), napisała taką książkę. To prawdziwie górska powieść! Opisy krajobrazu, survivalowe sceny, dzikie zwierzęta z wilkami i niedźwiedziami na czele, szeptucha, pogranicze - to wszystko odmalowane jest tak, że naprawdę przenosimy się w Bieszczady, czujemy to zimno i majestat gór. Tego nie mogła napisać osoba, która gór nie zna i która gór nie kocha... Bo to uwielbienie odczuwalne jest mogłabym na tym zakończyć mój zachwyt nad tą książką, ale muszę jeszcze powiedzieć dwa słowa... Pani Małgorzato, tak się nie robi! Żeby zostawiać czytelnika w takiej niepewności, w takim momencie, z taką sytuacją?! Nie, zdecydowanie tak nie można. Ja rozumiem, że helikopter nie miał gdzie wylądować, ale czytelnik też człowiek i ma swoje granice. Zatem proszę w imieniu swoim i innych wielbicieli pani książek, żebyśmy na 3 część cyklu nie musieli czekać kolejny rok. Małgorzata Warda - ur. 10 lutego 1978 r., pisarka, malarka, rzeźbiarka z Gdyni. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jej prozatorski debiutem była książka "Dłonie" wydana w roku 2005. Dwukrotnie nominowana do nagrody głównej Festiwalu Literatury Kobiecej, w roku 2013 otrzymała nagrodę za powieść o tematyce wykluczenia. Wydała "Nikt nie widział, nikt nie słyszał", "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele", "Miasto z lodu". Laureatka nagrody IBBY 2015 dla najlepszej książki młodzieżowej za powieść "5 sekund do Io". Jest także autorką kilku tekstów piosenek zespołu Farba. Prowadzi stronę Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:38:37 Sorry dziewczyny, ale potrzebuję się wygadać. Znów dałam się zrobić facetowi, znowu się zaangażowałam i jak zwykle źle na tym wyszłam... Poznałam go kilka miesięcy temu i zaczęliśmy się spotykać. Było w zasadzie normalnie, jak to bywa na początku- kino, knajpy, spacery itp ... nauczona poprzednimi doświadczeniami powiedzialam sobie, że podchodzę do tego na zimno, bez większych emocji. Ale jak tu podchodzić na zimno jak ewidentnie widać, że mu zależy - dzwonił, pisał, chciał się spotykać, był zazdrosny o inne moje wyjścia. Zwierzał mi się ze swoich problemów, które niestety były niemałe, ale pomimo tego podchodził pozytywnie do życia. No i wpadłam. Zaczęło mi zależeć. Ale wszytsko było w najlepszym porządku - wychodziliśmy jak zwykle, czyłe słówka, pocałunki, wspólny wyjazd na weekend. Aż kilka dni temu cisza. Zero odzewu, zero sms, zero telefonu- NIC! Jak głupia pisałam, że się martwię, że się umówiliśmy i nie wiem o co chodzi. Odpisał łaskawie po całym dniu- treść- hmmm chłodne oznajmienie, że nie jest gotowy na związek, że się nie zaangażowal. SZOK!!! Dzwoniłam, ale nie odbierał. Nie wiem co mam mysleć. Nie jestem z tych, które się narzucają- nie to nie, nie będę na siłe wchodzić w czyjeś życie, Ale powiedzcie dziewczyny jak można tak zrobić- zero wyjaśnień, brak rozmowy w cztery oczy :-/ Już sama nie wiem co o tym mysleć .... Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2011-06-14 21:49 przez j_ann. Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:42:28 Znam jedno określenie (oczywiście z tych mniej wulgarnych) Palant przez duuuuuuuże P. Glowa do góry -Tego kwiatu to pół światu Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:45:03 znam to z doswiadczenia.... niestety facetow nie stac na szczere rozmowy ;/ Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:48:33 Kochana Powiem Ci teraz coś, co każda kobieta wie, ale każdej się wydaje, że facet z którym teraz jest taki nie jest. Otóż - faceci to świnie. Faceci ranią i ranić będą. Sama rozstałam się po 3 latach z facetem którego kochałam jak nie wiem, a ja dla niego byłam "przyzwyczajeniem". Nigdy nie traktuj bycia z facetem jako coś pewnego, co się nigdy nie zmieni - wiadomo, nie wolno się zamknąć, przestać spotykać, nie da się też "podchodzić na zimno". Ale (przepraszam za szczerość) jeszcze nie raz będziesz miała złamane serce. Ale z drugiej strony spotyka nas też wiele dobrego z ich strony Także głowa do góry, druga banalna prawda - czas leczy rany i tego kwiatu jest pół światu! Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:51:08 przykre doświadczenie też tak miałam postaraj się o nim zapomnieć , chociaż wiem że to naprawdę trudne ale z upływem czasu dasz radę głowa do góry i pokaż mu na co CIĘ stać , nie pozwól aby CIĘ skrzywdził drugi raz pozdrawiam Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:56:24 zachował się beznadziejnie. Więc nie narzucaj się tym bardziej, bo facet na to nie zasługuje. Poza tym jeśli będziesz pisała i wydzwaniała zadziałasz na swoją niekorzyść. Daj mu pomyśleć, nie odzywaj się, być może coś do niego dotrze, a jeśli nie to trudno, nie zmusisz go do uczucia. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2011-06-14 19:57 przez PeEmKa22. Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 19:58:44 Ja również kiedys czegoś podobnego doświadczyłam. Niby było wszystko ok a tu nagle zero odzewu z jego strony, żadnych wyjaśnień ani nic.... po jakims czasie zaczął spotykać sie z moja koleżanką, niedlugo potem wpadli i się ożenili a teraz się ciesze że tak się stało bo wiem że nie byłabym z nim szczesliwa. Obecnie jestem z facetem 5 lat, na szczęście jest inny od większości facetów i się nie martwie ze mnie zostawi, ale gdyby nawet tak się stało no to sobie głowy nie urwę, na wszystko trzeba być przygotowanym.... Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 20:00:14 Tez tak mialam. Tylko jego wymowka bylo : Chyba juz koniec. Takiego sms dostalam. A jak napisalam ze jak to, bylo ok, wszystko na dobrej drodze na to on : Oj przestan. Prosze. Znalazl sobie nowa(bardzo szybko) a po 2 tygodniach chcial wrocic. Ale wtedy nie chcialam ja. Facet niestety nie mysli mozgiem tylko siusiakiem wiec trudno jest ich rozszyfrowac. Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 20:01:17 Jeśli mu kiedykolwiek naprawde zależało, to wróci do Ciebie na klęczkach. Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 20:01:31 nie on jeden.. tak postepuje. pozostaje ci: odpuscic sobie. i zapamietac mu to, jakby kiedys mu sie o tobie przypomnialo. bedzie nastpeny.. Tak się nie robi :-( 14 cze 2011 - 20:03:36 wspólczuje, facet nie zasługuje na ciebie. na pocieszenie polecam konkurs "Wygraj podróż do Egiptu". Trzeba troche poczytac, polecic artykuly znajomym i mozna wygrac wycieczke. Polecam! Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum. Poniżej publikujemy list. Zachęcamy was do dzielenia się swoją opinią oraz własnymi historiami pod adresem: redakcja_lifestyle@ Wybrane maile opublikujemy w serwisie Kobieta tata, od kilku lat borykający się z chorobą płuc, zachorował na COVID-19. Co ciekawe, wirus omijał go szerokim łukiem przez dwa lata pandemii i pojawił się w momencie, gdy moi rodzice zaplanowali krótki urlop, a rząd ogłosił, że pandemia się rozumiem, że naszego kraju na walkę koronawirusem teraz nie stać, więc premier i minister zdrowia udają, że odnotowany w tym tygodniu rekord zachorowań się nie mojego ojca choroba zaczęła się od silnego osłabienia, lekkiego kataru. Potem pojawiła się wysoka gorączka, silny kaszel, ból gardła i trzeba było umówić wizytę w przychodni, gdzie lekarka od razu zleciła test. Mimo pozytywnego wyniku ucieszyłam się. Z doświadczenia wiem, że lekarze testów nie zlecają tak chętnie, bo pewnie mają taki odgórny przykaz. Oby tylko nie podawać realnej liczby zachorowań na Nauka zdalna wróci po wakacjach? Czarnek: nie mamy sygnałów z Ministerstwa ZdrowiaKiedy następnego dnia do tej samej przychodni zadzwoniła moja mama, która mieszka z tatą w tym samym domu i również jest w grupie ryzyka, rejestratorka powiedziała: nie ma pani objawów, nikt pani testu nie tygodnie wcześniej przeziębiony był mój syn. Energiczny ośmiolatek nagle stał się osowiały, mocno gorączkował, bolało go gardło, wymiotował. Poprosiliśmy o zlecenie testu i usłyszeliśmy: nie ma takiej potrzeby, jak ma wirusa, to i tak lekko przejdzie. Owszem, przeszedł lekko. Ale co, jeśli zaraziłby covidem opiekujących się nim czasem schorowanych dziadków?Inne państwa już rozpoczęły serię kolejnych szczepień przeciwko koronawirusowi. Minister przebąkuje coś o szczepieniu 80-latków, ale wszystko działa tak mozolnie, że wydaje się, że to opowieści o żelaznym wilku, a szczepionek po prostu nie sprawą jest brak refundacji leków dla chorych na koronawirusa. Mój tata zapłacił za nie w aptece 110 zł. Czy rządzący uważają, że to jest fair wobec polskiego emeryta? Co, jeśli w domowym gospodarstwie zachorują obie osoby?Dr Paweł Grzesiowski mówił ostatnio w telewizji, że leki hamujące objawy wirusa są dostępne jedynie dla "wybranych", a chorujących w tym momencie może być już kilkadziesiąt tysięcy. Tylko nie w rządowych statystykach, tam oczywiście propaganda sukcesu...Jestem wściekła. Ponad dwa miesiące temu rząd ogłosił koniec pandemii, zdejmowanie maseczek i wielki sukces w walce z na całym świecie COVID-19 powraca, we Francji znów obowiązkowe stają się Polsce nie robi się testów, pacjentów z objawami wirusa zbywa, mówiąc im, że "to zwykła infekcja", a chorych nie izoluje. To kompletny brak odpowiedzialności ze strony ministra zdrowia, który zamiast uczciwie wykonywać swoją pracę, robi i mówi to, czego wymaga od niego premier. No ale oczywiście nie stać nas teraz na walkę z pandemią, teraz mamy zbierać chrust, ocieplać domy i — jak mówi minister Czarnek — jeść utworzenia: 21 lipca 2022, 09:31Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. Gdyby Dario Fo obejrzaĹ‚ insceni­zacjÄ™ swoich jednoaktĂłwek do­konanÄ… przez Piotra Bikonta, z pew­noĹ›ciÄ… podzieliĹ‚by siÄ™ z nim Nagro­dÄ… Nobla. DuĹĽa Scena Teatru Nowego, za sprawÄ… pomysĹ‚owej scenografii Aleksandra Ja­nickiego zamieniĹ‚a siÄ™ w obskurne po­dwĂłrko, jakich wokół wiele. WidzĂłw posadzono na drewnianych podestach, nos w nos z aktorami. W zasadzie każ­da rola w tym spektaklu to kreacja. Woj­ciech Walasik, czyli Pierwszy Ĺšmieciarz i Drugi ZĹ‚odziej, jest mÄ™drcem. "Inteli­gentnie" wydyma usta i gĹ‚osi prawdy w rodzaju: "nic jest wszystkim, wszyst­ko jest Bogiem, zatem ten kto jest nikim, takĹĽe jest Bogiem". OprĂłcz Boga wie­rzy w zĹ‚odziejskie zwiÄ…zki zawodowe. Z kolei w jego filozofiÄ™ wierzy Drugi Ĺšmieciarz i Pierwszy ZĹ‚odziej, czyli Ma­rek Cichucki, ktĂłry udatnie zagraĹ‚ przy-gĹ‚upa, co to swĂłj rozum ma. Obaj pro­wadzili swĂłj dyskurs w przerwach po­miÄ™dzy sprzÄ…taniem i nie dość, ĹĽe Ĺ›wiet­nie grali (gorzej sprzÄ…tali), to jeszcze Ĺ Na inaugurację sezonu piłkarze Stomilu Olsztyn przegrali z Ruchem w Chorzowie 1:2. Jeden punkt zabrał im sędzia, który w końcówce nie uznał bramki Marcina inaugurację sezonu piłkarze Stomilu Olsztyn przegrali z Ruchem w Chorzowie 1:2. Jeden punkt zabrał im sędzia, który w końcówce nie uznał bramki Marcina akcja dla losów meczu odbyła się na dwie minuty przed końcem. Przy stanie 2:1 dla gospodarzy Stomil wyszedł z własnej połowy z kontrą, piłka trafiła do grającego na prawej pomocy Tomasza Radziwona, który podciągnął ją w okolice pola karnego, po czym Uderzyłem ją dość mocno, wzdłuż bramki, tak jak trzeba zagrywać takie piłki - mówił potem jego podania doszedł Nigeryjczyk Abel Salami, ale jego strzał został zablokowany przez obrońcę Ruchu. Ambitny Salami po sekundzie zdołał jednak jeszcze odegrać piłkę na lewą stronę do nadbiegającego Marcina Florka, który z bliska umieścił ją w trybunie honorowej dyrektor sportowy Stomilu Daniel Dyluś i wiceprezes klubu Andrzej Koszutski unieśli ręce w górę w geście triumfu, jednak okazało się, że przedwcześnie, bo sędzia Piotr Wieczerzak z Krakowa odgwizdał spalonego u Florka i bramki nie Dobiegałem do tej piłki do przodu, moim zdaniem nie mogło być mowy o spalonym - opowiadał po meczu Florek. I rzeczywiście miał rację - powtórki w telewizji Canal Plus wykazały, że wszystko dobyło się zgodnie z przepisami, a komentujący tę akcję Paweł Zarzeczny stwierdził, że sędzia wypaczył wynik jednak obiektywnie przyznać, że remis wywieziony z Chorzowa byłby przysłowiowym darem niebios. Wcześniej gospodarze przez cały mecz, za wyjątkiem ostatniego kwadransa, mieli zdecydowaną przewagę i przy odrobinie szczęścia mogli wygrać w wysokim tym okresie poczynań Stomilu nie można było nazwać grą i aż trudno uwierzyć, że przez końcowe piętnaście minut na boisku przebywali ci sami piłkarze, co wcześniej. Stomil rozpoczął mecz z dwoma debiutantami w składzie (Mirosław Milewski i Piotr Bajera), przez pierwsze kilka minut nic nie zapowiadało kłopotów. Olsztyniania grali blisko bramki rywala, atakowali piłkarzy Ruchu na ich zaczęło się w 15 min, kiedy to tuż przed polem karnym Sławomir Święcki przepychał się z Mariuszem Śrutwą. I choć z trybun było widać wyraźnie, że chorzowianin ciągnie za koszulkę piłkarza Stomilu, sędzia zdecydował, że to Święcki popychał Śrutwę i podyktował rzut piłce stanęli Sławomir Paluch i Krzysztof Bizacki, na skuteczny strzał zdecydował się ten drugi - piłka ,weszła" do bramki tuż przy słupku. Olsztyński bramkarz Sylwester Wyłupski tłumaczył, że Bizacki uderzył piłkę bardzo sprytnie, pomiędzy stojącymi w pobliżu swoimi partnerami z zespołu. Z kolei chorzowianin przyznał, że zamierzał uderzać nad murem, ale widząc, że takiego właśnie strzału spodziewa się Wyłupski posłał piłkę ,po długim rogu".Stracona bramka zupełnie podłamała olsztynian, a Ruch w ciągu kilkunastu minut stworzył kilka sytuacji, które mogły się skończyć golem. Przy jednej z nich - w 28 min - Stomil od utraty gola uratował Wyłupski, który wygrał pojedynek sam na sam z Łukaszem Surmą, a tuż potem po dobitce Bartłomieja Jamroza piłka przeszła nad pół godzinie gry chorzowianie strzelili drugiego gola. Z lewej strony Robert Górski mimo asysty Milewskiego dośrodkował w pole karne, gdzie Śrutwa wyprzedził Święckiego i z bliska wpakował piłkę głową do siatki. Pięć minut później mogło być już 3:0, ale Wyłupski w dobrym stylu sparował piłkę na rzut rożny po strzale w pierwszej połowie zagroził bramce rywali tylko raz - po rzucie wolnym w wykonaniu Krzysztofa Kowalczyka piłka minęła w polu karnym wszystkich piłkarzy, a na koniec przeleciała po zewnętrznej stronie słupka chorzowskiej pierwsze pół gdziny drugiej połowy stuacja nie ulegała zmianie. Ruch atakował, choć chorzowanie uspokojeni dwubramkowym prowadzeniem nie dokładali wszelkich starań, by podwyższyć wynik. Tak było na przykład w 57 min, gdy Sławomir Paluch łatwo ograł Kowalczyka i dośrodkował w pole karne, gdzie do piłki spóźnił się z kolei ciągle nie mógł złapać rytmu gry, a jedynym na co go było stać w tym okresie był strzał Dariusza Preisa, po którym piłka przeszła nad poprzeczką. Emocje zaczęły się w końcówce 78 min po rzucie wolnym w wykonaniu Kowalczyka, gola, pierwszego w karierze dla Stomilu, strzelił Abel Salami. Była to kopia sytuacji z pierwszej połowy, tyle tylko, że do piłki zagranej na ,długi słupek" tym razem pewnie poszedł Nigeryjczyk, który potem dość łatwo pokonał głową niskiego Marka przy tym golu było to, że był to pierwszy celny strzał Stomilu w meczu. W końcówce olsztynianie wreszcie zauważyli, że chorzowianie grają w obronie kiepsko, że defensywą po raz pierwszy w życiu kieruje Gruzin Mamija Dżikija, a jeszcze bardziej niepewni są obaj kryjący: Mariusz Masternak i Tomasz Fornalik. Do remisu zabrakło jednak szczęścia (decyzja sędziego) i ofertyMateriały promocyjne partnera

panie tak sie nie robi